Kuzyn spod Szczawnicy
Loading...
X

Górska meta

Dzień czwarty

Wychylam głowę z namiotu. Dookoła gęsta mgła. Chyba dzisiaj słońce w końcu nam odpuści. Trochę chłodu byłoby przyjemną odmianą, choć nie powinniśmy narzekać. Mimo oczywistego braku klimatyzacji, nasz trabant okazuje się całkiem komfortowym autem. Oczywiście, jak postoi zamknięty w słońcu, to już po chwili w środku robi się nieprzyjemnie. Jednak dzięki duroplastom i białemu dachowi nie nagrzewa się tak mocno, jak typowe „blaszaki”. Wystarczy więc opuścić szyby, ruszyć, a po chwili jest już prawie fajnie.

Uruchamiam palnik by zagotować wodę na herbatę. Śniadanie jemy bez pośpiechu. Nim zwiniemy namiot, na pokrywce popielniczki montuję miniaturkę małego, żółtego trabanta kombi. Model dostałem od poprzedniego właściciela – przysłał mi go pocztą kilka tygodni po zakupie auta. Postanowiłem, że zamontuję go dopiero wtedy, gdy zakończę etap napraw i duży trabant będzie gotowy do dalekich wypraw. Chyba nadszedł właściwy moment.

Opuszczamy kemping i koroną zapory przejeżdżamy na drugi brzeg Dunajca. W lewym oknie, daleko na horyzoncie rysują się Tatry. Teraz są ledwo szare, aż trudno uwierzyć, że raptem kilkanaście godzin temu kręciliśmy po tamtejszych serpentynach. Tymczasem po prawej stronie mamy już nowe widoki. Trójkątne wierzchołki, podobne do piramid, trudno pomylić z czymkolwiek innym. Jesteśmy u podnóża Pienin. Lata temu przyjechaliśmy tu pociągiem na naszą pierwszą wspólną wycieczkę w góry. Fajnie byłoby się znów zatrzymać na dłużej, ale nie bardzo możemy sobie na to pozwolić. Arytmetyka jest bezwzględna. Jak dotąd, dziennie pokonujemy niecałe 300km. W tym tempie na zamknięcie pełnej pętli dookoła Polski będziemy potrzebowali jeszcze ze 12 dni, a ja za 10 dni muszę być w pracy. Jedyna nadzieja w tym, że gdy pokonamy etap górski, średnia znacznie wzrośnie.

Docieramy do Krościenka. Przejeżdżamy przez charakterystyczny łukowy most i skręcamy na Szczawnicę. Z atlasu wynika, że istnieje droga, co prawda wąska i kręta, która doprowadzi nas do Piwnicznej-Zdrój. To byłby niezły skrót – co najważniejsze – prowadzący wzdłuż granicy. Po jakichś 10 kilometrach okazuje się, że przejazdu nie ma. W Czarnej Wodzie droga niespodziewanie zamienia się w parking. Atlas jest „dla profesjonalistów” jeżdżących TIRami. Szkoda… Wracamy na most w Krościenku i drogę 969. Objeżdżamy Popradzki Park Krajobrazowy jak najciaśniej się da. Przez Stary Sącz przebijamy się do drogi 87 i jedziemy na południe wzdłuż Popradu. Tuż przed Piwniczną-Zdrój uzupełniamy paliwo i wciągamy hot-dogi. W Piwnicznej rzekę pokonujemy mostem tymczasowym, bo właściwy jest w przebudowie. Północny brzeg jest mocno podmyty i w wielu miejscach obowiązuje ruch wahadłowy. Postoimy sobie trochę… Oczywiście słońce nie odpuściło i musimy ratować się pokładowymi wentylatorkami.

W końcu jedziemy. Po drodze mijamy budynki „Muszynianki”; w Tyliczu na chwilę wjeżdżamy na DK75, by zaraz zjechać w wąską, lecz gładką i malowniczą drogę, prowadzącą przez Izby do Ujścia Gorlickiego. Tu pojawiają się znaki, według których droga na wschód jest zamknięta, więc na poczekaniu Daria obmyśla objazd prowadzący dookoła Jeziora Klimkówka. Tłuczemy się kiepską drogą dobre pół godziny, jadąc przez Łosie, Bielankę i Kunkową. Dwie ostatnie miejscowości podpisane są na znakach również cyrylicą. Totalne zaskoczenie, wszak do Ukrainy jeszcze daleko. Później dowiemy się, że to była Łemkowszczyzna.
Gdy już jesteśmy pewni, że rozwlekły objazd już jest za nami, wtedy okazuje się, że właśnie dotarliśmy do owego zamkniętego odcinka. Daria jest wściekła. Nie bardzo wiemy, jak jechać dalej. Na pobliskiej stacji LPG zdobywam jednak cenną wskazówkę – „na dziko” można objechać remontowany odcinek. Chyba nie mamy wyjścia. Okazuje się, że nie jest tak źle. Trochę wertepów i po sprawie!

Dalsza droga mija bez większych atrakcji. Kawałek dalej zaczyna się Magurski Park Narodowy, który również trzeba objechać – rzecz jasna od północy. Pod Gorlicamy opuszczamy Małopolskę. Penetrację Podkarpacia zaczynamy od drogi 993, potem 992. W Tylawie przeskakujemy przez DK9 i drogą 897 jedziemy dalej na wschód, do Komańczy. Zdaje się, że jesteśmy na bieszczadzkiej obwodnicy. Teraz droga mija nam jakby szybciej. Przynajmniej ja mam takie wrażenie.

W Cisnej trafiamy na festyn. Jest okazja żeby rozprostować kości i coś zjeść. Daria jest wykończona. Czekając zbyt długo na swoje danie, przechodzi załamanie nerwowe. Najwyraźniej przestała mnie lubić. W sumie nie powinienem się dziwić – zafundowałem żonie wakacje mocno odbiegające od tych reklamowanych w folderach. Praca pilota w nieznanym terenie nie jest łatwa, do tego robi za fotografa i sprawozdawcę. Zgłosiła się na ochotnika, fakt, ale może trzeba było sprawę bardziej przemyśleć? Na szczęście kryzys nie trwa długo. W przydrożnym kiosku kupuję jej t-shirta z niedźwiadkiem i wielkim napisem „NIE CHCE MISIE”. Jest lepiej.

Jedziemy dalej. Gdy mijamy Wetlinę, zaczyna robić się ciemno. Przez otaczające pagóry i lasy dzień wyraźnie się skurczył. Pamiętam, że w Ustrzykach Górnych jest pole namiotowe, ale w tej sytuacji to chyba trochę za daleko. Za kolejnym zakrętem podejmuję decyzję i zawracam do Wetliny. Po drodze jest kemping Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Wyboista droga prowadząca ostro w górę jest gwarancją, że na końcu nie znajdziemy Hiltona. Załatwiam niezbędne formalności z sympatyczną szefową i ruszam w poszukiwaniu odpowiedniego kawałka gleby pod namiot. Miejsca jest dużo, ale mam wrażenie, że wszędzie są betonowe płyty. Może uda się wbić choć dwa śledzie? Daria jest tak wyczerpana, że nie ma siły wysiąść z trabanta. Mokro, ciemno i zimno. Bieszczady welcome to!

Z bloga Darii:
Niestety, po południu byliśmy tak zmęczeni i głodni, że przestaliśmy robić zdjęcia i skoncentrowaliśmy się na dotarciu na jeden z bieszczadzkich kempingów. Po drodze zawinęliśmy na kolację do Cisnej, ale szybko wypłoszyła nas stamtąd głośna muzyka – trwały akurat Dni Cisnej. Do Wetliny dotarliśmy późno. Na pole namiotowe prowadziła droga z nierównych, betonowych płyt. Toaleta była w fatalnym stanie. Byliśmy tak wykończeni, że od razu poszliśmy spać.

Leave Your Observation

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>