_IMG0794

Rajd Sputnika

Kiedy?
Od 13 do 21 sierpnia 2016.

Gdzie?
Start: Sztolnie Walimskie, sobota, godz. 10:00.

Dokąd?
Dookoła Polski! Aktualny plan trasy dostępny jest pod linkiem:
https://drive.google.com/open?id=1RtoRichPjXFo2bAXsctUaalpnYg&usp=shring

TdT-2016

Nie masz pomysłu na urlop? Zbrzydły Ci wakacje all-inclusive? Dołącz do nas!

Szczegółowe informacje dla zainteresowanych na stronie FAQ.

WP_20141019_001[1]

Po wyprawie

Liczby, trabant, ludzie

W ciągu niecałych dwunastu dni przejechaliśmy 4270 kilometrów. W trabancie spędziliśmy prawie 110 godzin. Średnio licząc, poruszaliśmy się z prędkością 39 km/h. Na trasie trabant pochłonął 182 litry oleju napędowego i 1 litr oleju silnikowego, zamieniając je w niezmierzone kłęby sadzy. Ile powstało przy tym trujących gazów, wolimy nawet nie wiedzieć  :)

https://www.google.com/maps/d/edit?mid=zzHhzS2yipDI.ki9aS_xUfzpo

Read More

Zmieniamy kurs na wschód

Ostatni etap

Dzień dwunasty

Kolejny słoneczny poranek. Noc minęła bez ekscesów. Przynajmniej ja się wyspałem. Małżonce twarda gleba służy trochę mniej… Dzień zaczynamy od wizyty pod prysznicem, co by się przyjemniej jechało, a potem bez pośpiechu (jak na niedzielę przystało) przygotowujemy śniadanie. W trakcie konsumpcji pod wiatą mamy okazję by przyjrzeć się, czym jeżdżą pozostali mieszkańcy kempingu. „Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma!” Same Mercedesy i BMW, wszystkie raczej z wyższej półki. Nasz trabant zdecydowanie nie pasuje do takiego towarzystwa. Zbieramy klamoty i opuszczamy kemping.

Read More

Pod Cedynią

Doliną Odry i Nysy

Dzień jedenasty

Przy życiu trzyma nas jedynie adrenalina. Jednogłośną decyzją postanawiamy opuścić to złe miejsce tak szybko, jak się da. Gdy tylko wystawiam głowę z namiotu, natychmiast materializuje się obsługa kempingu z informacją, że „trzeba zapłacić”. Na to tylko czekałem! Oświadczam, że ponieważ spać się nie dało, zapłacę jedynie za postawienie auta. Pan z początku udaje zaskoczonego, ale szybko przyznaje, że z tymi Norwegami ma problem i do tego jeszcze nie płacą…

Pakujemy nasz kram jak leci, nie zważając nawet na Świętą Uszczelkę. Uiszczając opłatę adekwatną do poziomu usług, opuszczamy „kemping”. Trabant wyraźnie ciągnie nas z powrotem nad morze, bo z Wolina wyjeżdżamy drogą na północ, zamiast na wschód. Dezorientacja na całego. Nasze błędniki wyraźnie są niewyspane.

Pięknym mostem nad Dziwną zjeżdżamy na stały polski ląd. Trzeba być naprawdę ciężkim przypadkiem, żeby zrezygnować z gładkiej czteropasmówki na rzecz brukowanej drogi, która ledwo załapała się na numer. My jesteśmy wielokrotnymi recydywistami. Po paru kilometrach pojawia się gładki asfalt i jedzie się całkiem fajnie. Ruch praktycznie żaden, w sumie, warunki idealne na trabanta!

Read More

Jesteśmy na celowniku (foto: M. Kuklis)

Wzdłuż Bałtyku

Dzień dziesiąty

Pewnie za sprawą jodu, noc przespaliśmy spokojnie. Z namiotu wygrzebałem się dość wcześnie i korzystając z braku tłumu, wlazłem pod prysznic. Po kilku chwilach rośnie kolejka nawet do umywalki, ale jakoś udaje nam się zrobić małą przepierkę. Rozciągam sznurek między drzewem a trabantem. Jest rosa, wilgoć wisi w powietrzu, ale słońce świeci już mocno. Może coś wyschnie nim ruszymy dalej. Uruchamiam palnik. Po śniadaniu Daria robi kawę i z kubkiem w ręku zmierzamy na ławkę nad klifem. Morze jest spokojne, niebo granatowe. Pogoda aż za dobra, jak na podróż autem. Mamy piątek, a to oznacza, że za parę godzin dotrze tu kolejna fala wczasowiczów. Spodziewając się wielokilometrowych korków na drodze do Helu, jednomyślnie rezygnujemy z jazdy w tamtym kierunku. Na pokonanie mierzei w kierunkach stracilibyśmy pewnie większość dnia, a na to nie możemy sobie pozwolić.

Read More

Frombork, marina

Znad jezior nad morze

Dzień dziewiąty

Poranna toaleta, śniadanie i opuszczamy Węgorzewo. Kemping wydaje się duży i tłoczny, ale jeszcze nie dotarliśmy nad morze. Tam pewnie będzie drugi Pekin! Na bramie czeka nas drobna, acz miła niespodzianka. Starsza pani, szefująca całemu interesowi, aż ruszyła się z dyżurki by obejrzeć naszego trabanta. Z sympatii do motoryzacji z czasów PRL-u dostajemy rabat w postaci zwolnienia z opłaty klimatycznej. Gdyby tylko szanowna pani wiedziała, ile sadzy produkuje nasz stary silnik diesla!

Read More

Stańczyki

na Mazury!

Dzień ósmy

Koło naszego namiotu wylądował bocian. Łazi teraz po łące szukając śniadania. My też zmierzamy do dworku napełnić brzuchy. Nie żałujemy sobie, bo nie wiemy kiedy będzie następna okazja, żeby zjeść porządne śniadanie przy prawdziwym stole. Z ciekawostek, w Kruszynianach nie ma tradycyjnego sklepu spożywczego. W zamian funkcjonuje sklep objazdowy, a właściciel oznajmia otwarcie za pomocą klaksonu. Ile jest jeszcze takich miejsc w Polsce?

Read More

Przez Puszczę Białowieską

W krainie Żubra

Dzień siódmy

Tradycyjnie budzą nas promienie słońca. Wbrew obawom, mimo bliskiego sąsiedztwa drogi E30 wytyczonej z Rotterdamu do Moskwy, noc przespaliśmy spokojnie. Wczorajsze wściekłe komary na szczęście gdzieś sobie poleciały (albo właśnie ułożyły się do snu), wiec mogliśmy spokojnie zabrać się za śniadanie. W międzyczasie, w jednej z hotelowych altan podładowaliśmy netbooka i telefony. Z ciekawostek, hotel ma też swoją prywatną przydrożną kapliczkę.

Read More

Pomiar głębokości

Wzdłuż Bugu

Dzień szósty

Wita nas deszczowy poranek. Co za odmiana! Pech chciał, że wieczorem zrobiliśmy małe pranie i teraz nic nie chce schnąć. Po prawdziwym śniadaniu u gospodyni pakujemy nasz dobytek do trabanta. Pranie pojedzie w środku, na plandece. Ruszamy!

Read More

Całe Bieszczady jak na dłoni!

A po nocy przychodzi dzień…

Dzień piąty

O świcie świat wygląda zawsze lepiej. Betonowe płyty kempingu, które poprzedniego wieczoru przypominały poradzieckie lotnisko, w blasku pierwszych promieni słońca nabierają nawet uroku. W tych okoliczności przyrody czujemy, że dotarliśmy w dzikie miejsce. A w środku tej „dziczy” jest nasz trabant. Surowość klimatu potęguje stan sanitariatów, ale należy zaznaczyć, że jest to też najtańszy z kempingów, jakie przyszło nam wizytować.

Read More

Kuzyn spod Szczawnicy

Górska meta

Dzień czwarty

Wychylam głowę z namiotu. Dookoła gęsta mgła. Chyba dzisiaj słońce w końcu nam odpuści. Trochę chłodu byłoby przyjemną odmianą, choć nie powinniśmy narzekać. Mimo oczywistego braku klimatyzacji, nasz trabant okazuje się całkiem komfortowym autem. Oczywiście, jak postoi zamknięty w słońcu, to już po chwili w środku robi się nieprzyjemnie. Jednak dzięki duroplastom i białemu dachowi nie nagrzewa się tak mocno, jak typowe „blaszaki”. Wystarczy więc opuścić szyby, ruszyć, a po chwili jest już prawie fajnie.

Read More

Rekord wysokości pobity!

Trabant pod Tatrami

Dzień trzeci

Budzę się wcześnie. Chyba cały kemping jeszcze śpi. Słońce jasno świeci, więc wykorzystuję wolny czas na wprowadzenie kilku modyfikacji w trabancie. Mocowanie plandeki uszytej tuż przed wyjazdem wymaga paru poprawek. Przydał się Poxipol, śruby i koszulki termokurczliwe. Walczę kilka długich chwil nad zamontowaniem naciągu, ale w końcu się poddaję. Z czeluści dziury czasowej wyrywa mnie gotowe śniadanie. Rzadko się zdarza, że to żona czeka na mnie. Szybko zwijam narzędzia, bo jesteśmy umówieni z kolegą Łukaszem, który chce nam pokazać, co w jego rodzinnym Cieszynie najlepsze i najciekawsze.

Read More

16lipca 011

Zacieszamy w Cieszynie

Dzień drugi

Budzą nas promyki słońca wdzierające się każdą szparą namiotu. Wystawiam głowę na zewnątrz – trabant stoi na swoim miejscu, pokryty poranną rosą. Podczas zwijania namiotu, w miejscu gdzie przed chwilą była podłoga, znajdujemy coś brązowego… Nie, to nie jest to co myślicie. To coś ma oczy! Szybko okazuje się, że swoim towarzystwem zaszczyciła nas basenowa maskotka, czyli na wpół oswojona ropucha. Biedactwo pewnie zmarzło w nocy i szukając ciepłego towarzystwa wbiło się pod śpiwór Darii. Teraz leży lekko zgniecione i łypie na nas. Po dłuższej chwili na szczęście dochodzi do siebie i wraca pod rynnę obok szaletu, gdzie podobno zwykła mieszkać.

Read More

DSCF6152

Lądowanie pod Lądkiem

Dzień zaczyna się wcześnie. Zamiast do pracy, idę jednak do trabanta. Przed śniadaniem zdążę jeszcze zainstalować dwa wentylatorki (oryginały, made in PRL). Obok wymienionych foteli to chyba najbardziej kluczowe usprawnienie w kabinie. Kilka dni wcześniej, tym razem jedynie na czas wyprawy, z trabanta wylatuje tylna kanapa. Nie będzie nam potrzebna, a zwalnia dużo miejsca na ekwipunek. Starannie wybieram i pakuję narzędzia. Części zapasowych za dużo nie zabieram, bo po prostu ich nie mam. A nawet gdybym miał, to gdzie je upchnąć? Pakuję więc uszczelkę pod pokrywę zaworów (którą żona nazwie później „Świętą Uszczelką”), dwa elastyczne przewody hamulcowe, litr oleju silnikowego, tyle samo płynu do chłodnicy, jakąś resztkę płynu DOT-4 i smar. Są też żarówki, bezpieczniki, różne śruby, wkręty, poxipol i trochę drutu. To musi wystarczyć. Starannie chowam kupioną dzień wcześniej linkę holowniczą. Jestem pewny, że jeśli ją wezmę, to się nie przyda. A jak nie wezmę, to wiadomo…

Read More

WP_20140713_001

Odliczanie…

Diabeł mnie podkusił z tą podłogą! Piąty dzień urlopu, a my wciąż jeszcze nie w drodze…

Zaczęło się niewinnie, jak to zwykle. Lekka, z pozoru niewinna korozja pod podłogą zakończyła się wymianą całej „jaskółki”. Nie było jednak innego wyjścia – nasze auto dźwiga silnik dużo cięższy od fabrycznego benzyniaka. Gdzieś tam w trasie, na większych wertepach, mogłoby dojść do nagłej dezintegracji pojazdu i cały przód wraz z maszynerią na „sankach” pognałby w siną dal! Rzecz w tym, że przy okazji wymiany jaskółki pojawił się też świeży kawałek podłogi, który zawsze warto zakonserwować.

Read More

Loading...
X